sobota, 8 czerwca 2013

Żywi? Rozdział 2

2. Chodzący.

Cała szkoła brzmiała wiadomościami o zniknięciu ciała historyka zmarłego dwa dni temu. Niektórzy uważali to za głupi żart, plotkę, którą ktoś rozpuścił, inni za okropną zbrodnię. Im więcej o tym słyszałam, tym bardziej upewniałam się w stwierdzeniu, że to tylko głupia pogłoska. Aż do trzeciej godziny lekcyjnej.
Zabrzmiał dzwonek na lekcję i wszystkie rozmowy umilkły, a uczniowie ustawili się w ławkach, cicho czekając na przybycie nowego nauczyciela historii, kt?óry zastępować miał pana Fogga. Dwie minuty po dzwonku, drzwi klasy uchyliły się bardzo wolno. Usłyszeliśmy sapanie, prawie że powarkiwanie. Nasza sala znajdowała się na 4 piętrze, więc jeżeli nauczyciel biegł po schodach, mógł się zmęczyć. Jednak przez drzwi nikt nie wszedł, słychać było tylko oddech nauczyciela. Nagle blada ręka złapała farmugę drzwi. Pod cienką jak pergamin skórą widać było chyba wszystkie żyły. Nierównym krokiem do sali wszedł nauczciel. Tylko, że nie taki, którego ktokolwiek mógł się spodziewać. Pan Fogg.
Na wszystkich twarzach znajdujących się w klasie malowało się zdziwienie mieszające się ze strachem. Fogg półwłócząc nogami i sapiąc okropnie podszedł do biurka i położył teczkę na biurku, jak to zawsze robił. Jego gałki oczne były puste, bez tęczówek. Nauczyciel omiótł wzrokiem wszystkich uczniów. Odsunął się trochę od biurka. Teraz stał w tym samym miejsu, w którym dwa dni temu leżał martwy.
Wszyscy wymieniali się spojrzeniami. O co chodziło? Fogg nie umarł? Chyba, że ożył. Nagle Dennis wrzasnął:
-On jest zombi!
I cała klasa zwróciła się najpierw ku Dennisowi, a potem ku Foggowi. I wszystkich ogarnęła myśl, że chłopak ma rację. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że martwy nauczyciel nagle pojawia się w klasie? Najwyraźniej w jego umyśle zostało parę wspomnień i dlatego przyszedł nieświadomie na lekcję.
Fogg wpatrywał się w Dennisa pustym wzrokiem. Przez chwilę wyglądał tak, jakby miał do niego podejść. Nauczyciel zrobił krok do przodu, znajdując się tuż przy Harriet, która siedziała w pierwszej ławce. Moja przyjaciółka pisnęła  cichutko, raczej niechcący i odsunęła się od historyka, który złapał ją za ramię. Dziewczyna spojrzała się na nauczyciela przerażona. Fogg podniósł jej rękę i szybko się w nią wgryzł. Harriet wrzasnęła z bólu i przerażenia.
Nagle, Dennis porwał wielką encyklopedię z biurka nauczyciela i grzmotnął w historyka w ramię tak, że natychmiast padł, a z jego czaszki poleciała krew i po sali rozniósł się potworny smród. Harriet stała chwilę z ręką w powietrzu, a potem zemdlała do tyłu, na Dakotę, która siedziała z nią w ławce.
W tej samej chwili wszedł nowy nauczyciel historii. To musiało być dziwne, po raz pierwszy wejść do klasy i zobaczyć ucznia trzymającego encyklopedię w rękach, zemdlałą Harriet, kałużę krwi na podłodze i martwego nauczyciela ze zmiażdżoną czaszką. I do tego uczniów stojących w swoich ławkach bez ruchu, z przerażeniem na twarzach. Nic dziwnego, że jeszcze tego samego dnia złożył wypowiedzenie.
Dyrektorka zwolniła nas ze wszystkich zajęć do końca tygodnia. Wracałam razem z Dakotą i Jill, bo Harriet zabrało pogotowie. Wszyscy uczniowie także zostali zwolnieni. Podczas spaceru do domów jakoś niespecjalnie chciało nam się rozmawiać. Każda z nas myślała o tym w inny sposób i potrzebowałyśmy czasu, żeby najpierw samodzielnie to przemyśleć. Trochę głupio było iść w totalnej ciszy, ale rozmawianie o tym, co dziś się stało, było bez sensu, a udawanie, że nic się nie dzieje raczej nie udałoby się za bardzo. Wszelkie próby rozpoczęcia rozmowy skończyłyby się klęską.
Szłyśmy w ciszy, gdy dołączył do nas Dennis. I zaczął gadać o zombi, że ciągle miał na dzieję na rozpoczęcie się apokalipsy zombi, a teraz, kiedy wszystkim to grozi, nie ma kompletnego pojęcia, co robić.
-Nie mogę zacząć chodzić z pistoletem po mieście i strzelać do wszystkich jak w grach. Wyobrażałem sobie, że któregoś dnia nagle masa trupów zaleje miasto i będzie trzeba walczyć. Ale teraz... mamy do czynienia z jednostkami, w dodatku chyba mającymi wspomnienia, bo wracają do miejsc swojej śmierci.
- A co jak Harriet się zarazi? W końcu Fogg ją ugryzł, a z komiksów wiem, że choroba przenosi się przez ugryzienie... -wtrąciła Dakota
- I to jest chyba najważniejsza rzecz, o którą możemy się martwić. Jeżeli Harriet zachoruje, będzie trzeba zniszczyć jej mózg, żeby nie dopuścić do tego, że będziemy musieli oglądać chodzącego trupa naszej koleżanki.
Szłam cicho, patrząc na  ziemię i rozmyślając nad tym, co mówili. Jeżeli mieli rację i rzeczywiście chodziło o zombie, jakie znali z komiksów i filmów, to Harriet mogła się zarazić od Fogga.
Mój dom był najbliżej szkoły, dlatego jako pierwsza opuściłam naszą grupę. Zjadłam obiad, odrobiłam lekcje, które zdążyli nam zadać i poszłam oglądać telewizję. Usiadłam wygodnie na fotelu, przykryłam się kocem i włączyłam telewizor. Akurat leciały wiadomości. Normalnie przełączyłabym kanał, ale coś przykuło moją uwagę. Kamera dziennikarzy skierowana była na grupę ludzi, którzy próbowali się dostać do samochodu, w którym siedział przerażony mężczyzna. Nagle dotarło do mnie: to była zorganizowana grupa zombie, starająca się pożreć faceta uwięzionego w metalowej puszce. Prezenterka zaczęła mówić. ‘W centrum miasta rozprzestrzenił się wirus, przez którego ludzie, którzy umierają ożywają i jedzą ludzi. Większość osób nazywa to zjawisko zombi. Naukowcy obawiają się, że wirus rozprzestrzeni się na całym obszarze kraju, a potem w całej Europie, ogarniając świat. Na razie chodzących trupów udokumentowano tylko w większych miastach. Objawy, po których można poznać zarażenie to zanik wzroku, omdlenia, deja vu lub tracenie nad sobą kontroli.’ Po tych słowach wyłączyłam telewizor. Miałam nadzieję, że obejrzenie telewizji trochę mnie uspokoi i odciągnie od zmartwień, ale uzyskałam odwrotny efekt. Zaczęłam się jeszcze bardziej bać. Wyłączyłam program, więc nie dowiedziałam się, czy wirus przenosi się także przez ugryzienie.
O 18 wróciła mama. Powiedziałam jej, co się stało w szkole. Opowiedziałam o Harriet i o programie telewizyjnym, który obejrzałam. Matka włączyła telewizor, akurat nadawano powtórkę wiadomości. ‘Naukowcy obawiają się, że...’ - tyle zdążyłam usłyszeć, a potem poszłam do swojego pokoju. Zadzwoniłam do Jill.
- Oglądasz wiadomości? - Jill zaczęła pierwsza.
- Widziałam wcześniej.
- Matko, to straszne, co się dzieje. Philip uważa, że nie powinnam się martwić, bo nas to nie dosięgnie. Ale opowiedziałam mu o Foggu i teraz mój brat mówi, że Harriet zamieni się w zombi wcześniej czy później i że nie ma już dla niej nadziei.
- Gadałaś z Dakotą?
- Tak, ciągle płacze i się martwi, bo jej tata nie wraca już od dwóch godzin. Boi się, że coś mu się stało. Jej matka próbuje ją uspokoić, że jej ojciec został w pracy, żeby nie zostawiać nic na jutro, ale nie dociera to do niej.
- Biedna... Nie chciałabym być na jej miejscu.
- Chyba nikt nie chciałby. Moi rodzice są teraz w Turcji, mam nadzieje, że tam wirus nie dotarł.
- W wiadomościach mówili, że tylko w niektórych państwach Europy panuje zombi, więc może w Turcji są bezpieczniejsi niż byliby tutaj.
- Może masz rację. - głos Jill był jeszcze bardziej smutny niż na początku rozmowy.
- Dobra, kończę. Mama mnie woła. Trzymaj się.
- Pa.
Zeszłam szybko na dół. Mama stała w kuchni z filiżanką kawy. Wyglądała na zmartwioną. Podeszłam do niej i uśmiechnęłam się.
- Zobaczysz, niedługo jacyś naukowcy wynajdą lekarstwo i będzie po wszystkim.
Mama odwzajemniła uśmiech.
- Tak, pewnie tak.
Resztę dnia spędziłyśmy grając w Monopoly i pijąc gorącą czekoladę. Poszłam spać o 22. Następnego dnia spałam do 12. Ubrałam się, zjadłam śniadanie i poszłam na rower. Jeżdżąc, spotkałam Dakotę z Jill. Zatrzymałam się i chwilę gadałyśmy o wszystkim i o niczym, tak jakby żadna z nas nie pamiętała o wirusie zombi. Nie było sensu się przejmować, skoro i tak nie mogłyśmy na to poradzić. Trzeba było czekać aż ktoś z góry coś zrobi. Rozstałyśmy się i pojechałam do domu. Cały piątek spędziłam na graniu na komputerze.
W poniedziałek w końcu trzeba było iść do szkoły. Oczywiście, wiele osób z naszej klasy było nieobecnych. W szkole dowiedziałam się, że Harriet została wypisana ze szpitala. W tej chwili była u siebie w domu. Razem z Dakotą postanowiłyśmy odwiedzić ją po lekcjach.
Harriet mówiła, że czuje się bardzo dobrze. Żartowała i skarżyła się na beznadziejne jedzenie w szpitalu. Jej ręka była owinięta bandażem, który miała zmieniać co dwie godziny, po smarowaniu rany środkiem dezynfekującym. Po dwóch godzinach opuściłyśmy Harriet i obiecałyśmy, że wrócimy jutro. We wtorek miałyśmy aż 7 lekcji, więc nasza przyjaciółka musiała trochę na nas czekać.
Kiedy dotarłyśmy do jej domu porozmawiałyśmy chwilę i dowiedziałyśmy się, że już jutro będzie w szkole. Ucieszyłyśmy się i zostawiłyśmy ją samą.
Do szkoły szłam w świetnym nastroju. Harriet trochę się spóźniła. Nie była zbyt rozmowna i nie patrzyła nam w oczy. Zachowywała się dziwnie. Na matematyce zasnęła, ale postanowiłam jej nie budzić. Podeszłam do tablicy, by zacząć rozwiązywać zadanie, kiedy nagle Harriet wstała. Jej oddech był płytki i świszczący. Pani Grabs zerwała się z miejsca.
- O nie - zdążyła wyszeptać
I wszyscy uświadomili sobie, co właśnie się działo. Harriet zamieniła się w zombi.

niedziela, 5 maja 2013

Żywi? Rozdział 1


1 Ślepi.

Minął już chyba miesiąc od rozpoczęcia dziwnej choroby. Mnóstwo osób umarło, nie wiem dokładnie, na czym polega choroba, znam tylko objawy, żebym wiedziała, kiedy złościć się do prowizorycznego ambulatorium utworzonego w naszej stołówce szkolnej. Kiedy zacznę gorzej widzieć, albo ciężko będzie mi się skupić, będę czuć się słabo, wtedy muszę zameldować to dzieciakom z naszej szkoły, którzy jako tako orientują się na pierwszej pomocy. Nauczyciele, którzy nie zostali jeszcze powaleni przez chorobę, organizowali miejsca do spania. Wszystko zaczęło się tego dnia...
Stałam przy tablicy, zastanawiając się nad skomplikowanym równaniem. Drżała mi ręka, kiedy podnosiłam ją, by w końcu coś napisać. Nagle, do klasy wbiegła Dakota Gray, przedstawicielka klasy 2 B.
- Pan Fogg zaczął dziwnie się zachowywać, bełkocze, że nic nie widzi. Mówił coś o pająkach, że go przejmują, potem zaczął potwornie kaszleć i zemdlał. Nie wiemy co robić, cały się trzęsie i gada bez ładu i składu - Dakota zrobiła małą przerwę, by opanować drżący głos - mógłby nam ktoś pomóc? Połowa klasy rozbiegła się po szkole, parę dzieciaków w ogóle uciekła.
Pani Grabs, nauczycielka matematyki nakazała nam zostać w klasie i ruszyła z Dakotą. Oczywiście nikt nie posłuchał rozkazu i większość pobiegła do klasy, gdzie lekcje miała 2 B. Ja zostałam z Harriet, która zaczęła płakać. Nie mogłam zostawić mojej najlepszej przyjaciółki samej, więc starałam się podtrzymać ją na duchu i jakoś pocieszyć. W klasie zostało parę dziewczyn i Dennis, który postanowił skończyć równanie. Potem spokojnie spakował się, zasunął za sobą krzesło i po rzuceniu obojętnego ‘trzymajcie się’ spacerkiem wyszedł z klasy. Oprócz mnie i Harriet w klasie były teraz jeszcze Danielle Fogg, bratanica wychowawcy 2 B i trzesła się, ale nie płakała. Obok niej stała Taylor May, jej przyjaciółka i Evy Hicks, dziewczyna, której nikt tak naprawdę nie znał.
Trzymałam dłoń na ramieniu Harriet i czekałam, aż przestanie płakać. Wzięłam ją pod rękę i postanowiłam z nią iść do klasy 2 B. Wiedziałam, że to nie będzie dla niej dobre, ale już lepiej, kiedy pójdzie ze mną, niż zostanie sama. Zastał nas ogromny tłum, ale i tak można było dostrzec nieruchomego nauczyciela leżącego na podłodze z szeroko otwartymi oczami. Panowała straszna cisza, nikt nic nie mówił, wszyscy wpatrywali się w ciało nauczyciela historii. Ręce miał brudne od kredy, czarne włosy rozczochrane i ołówek za uchem. Był lekko nadgryziony na końcu. Pani Grabs wzięła w ręce dłoń martwego historyka, by sprawdzić puls. Wstała i powiedziała cicho:
- Stała się tragedia, dlatego proszę was, byście wyszli teraz z tej klasy i najlepiej poszli w ciszy do szatni. Nie idźcie do domu, póki wam nie pozwolimy. Rozumiecie?
Cała zbieranina kiwnęła głową jak w transie i wyszła z klasy. Harriet stała nieruchomo, patrząc na historyka. Jej ręka bardzo silnie drżała w mojej dłoni.
- Ra... Rachel... - głos mojej przyjaciółki drżał i był bardzo cichy.
- Hm? Coś się stało?
- Ja.. wszystko... wszystko mi się rozmazuje przed oczami. Pomóż mi, Rachel.
- Harriet, chodź do szatni...
- Rachel...
- Dziewczynki idźcie już, proszę was - pani Grabs bliska była płaczu.
- Proszę pani, Harriet mówi, że słabo widzi...
- Pewnie zrobiło jej się słabo, wyjdźcie stąd, niech pooddycha świeżym powietrzem. No, idźcie już!
Posłusznie wyszłam, ciągnąc przyjaciółkę za rękę. Stanęłyśmy przy otwartym oknie.
- Jak się czujesz? - zapytałam, patrząc na Harriet
- Trochę lepiej.
Harriet miała policzki mokre od łez. Oparła się o parapet i wychyliła przez okno. Przez chwilę głęboko oddychała, obserwując, co dzieje się za oknem, a potem odwróciła się do mnie.
- Chyba możemy iść do szatni.
Razem zeszłyśmy po schodach do piwnicy szkoły, gdzie była szatnia i stołówka. W boksach było pełno uczniów, wszyscy głośno rozmawiali. Znalazłam wolne miejsce na ławce i usiadłyśmy razem z Harriet. Dosiadła się do nas Jill Rob, ucznennica 2 B, wysoka szatynka o piwnych oczach i oliwkowej skórze..
- Jak to dokładnie było? - zapytałam jej, bo nie wytrzymywałam z ciekawości.
- Z panem Foggiem? - krótko skinęłam głową - Prowadził normalnie lekcję, spacerując po sali, a potem szybko wrócił do swojego biurka i stamtąd dyktował nam notatkę. Otworzył okno, po jakimś czasie wstał i dalej kazał nam notować, co mówił, aż w końcu zachwiał się. Przytrzymywał się jedną ręką biurka, a drugą tarł oczy. Powiedział coś w stylu ‘nic nie widzę’ wszyscy zaczęli pytać, co się dzieje, Fogg zaczął gadać coś o pająkach, że nie chce, żeby go obłaziły. Wszyscy wiedzą, że on nie lubi pająków, ale nic na niego nie wchodziło. Zaczął otrząsywać się z niewidzialnych pająków, wrzeszczał  ze strachu, aż padł na podłogę i strasznie się trząsł. Cała klasa była  w szoku, Dakota poleciała do najbliższej klasy, dużo osób rozbiegło się po szkole, ale już chyba wszyscy jesteśmy w szatni, tak mi się wydaje.
Kiwnęłam głową. Jill mówiła bardzo szybko, ale dałam radę ją zrozumieć. To dziwne, że nauczyciel, który zachowuje się normalnie, nagle dostaje omamów i umiera. Na dodatek traci wzrok. To wyglądało na dziwną chorobę, najwyraźniej atakującą mózg.
Po jakimś czasie nauczyciele pozwolili nam iść do domów, przypominając, że jutro też musimy przyjść. Odprowadziłam Harriet do domu, a potem poszłam do swojego. Zjadłam kolację i opowiedziałam mamie, co się dzisiaj stało. Matka miała wątpliwości, czy pozwolić mi iść do szkoły. Uznała, że to nauczyciel był jakiś dziwny, ale i tak przez cały wieczór przypatrywała mi się, czy przypadkiem dzisiejsze wydarzenia nie doprowadziły mnie do depresji. Później powiedziałam dobranoc mamie i kotu, a potem poszłam spać.
Następnego dnia w szkole okazało się, że połowa uczniów nie przyszła. Nie dziwiłam im się, w końcu nie wszyscy są tak podle nieczuli jak ja. Jedyna rzecz, jaka była dziwna to to, że Harriet przyszła. Nie przeszkadzało mi to, wręcz przeciwnie, strasznie się cieszyłam, ale wczorajsze wydarzenia powinny wywrzeć na niej presję, przecież zawsze była taka wrażliwa. No i wczoraj przecież nie za dobrze się czuła. Dzisiaj wyglądała na niewyspaną, ale uśmiechała się, to znaczy, że było dobrze. Harriet nigdy nie potrafiła udawać. Nie umiała kłamać, była bardzo wrażliwa. Kompletne przeciwieństwo mnie, niezbyt czułej, silnej i sztywnej dziewczyny. Chyba dlatego byłyśmy przyjaciółkami, bo razem się dopełniałyśmy.
Po trzeciej lekcji, na długiej przerwie, Harriet poprosiła, bym poszła z nią do pielęgniarki. Zdziwiłam się, bo nie wyglądała źle, ale zgodziłam się. Moja przyjaciółka skarżyła się na to, że jest jej słabo i ciężko jej się skupić na lekcji, i że boli ją głowa. Dostała tabletkę przeciwbólową i miała się zgłosić do pielęgniarki po następnej lekcji. Zmierzyła jej też ciśnienie, ale wszystko było w porządku. Potem poszłyśmy do stołówki, by zjeść obiad. Na szczęście, dziś serwowano hamburgery, czyli jedyne danie, które wyglądem nie przyprawiało o wymioty. Podczas jedzenia dosiadły się do nas Dakota i Jill. Co dziwne, nie mówiły o Foggu, jakby nic się wczoraj nie wydarzyło, tylko zaczęły paplać o nowych telefonach. Ja z Harriet przysłuchiwałyśmy się ich wesołej rozmowie, odpowiadając tylko na pytania. Poczułam się jak w podstawówce, kiedy ja, Dakota i Jill byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami. Teraz dołączyła sie tylko Harriet, która w tym roku przeprowadziła się z innego miasta.
Po lekcji poszłam z Harriet do pielęgniarki. Mojej przyjaciółce spadło ciśnienie, ale dziewczyna twierdziła, że czuje się lepiej. Dowiedziałyśmy się, że dwie ostatnie lekcje, czyli w-f i historia zostały odwołane i mogłyśmy iść do domu. Harriet zaproponowała mi, żebym poszła do niej do domu, na co chętnie się zgodziłam, bo mama pracowała do 18 i nigdy nie obchodziło jej, co robię po szkole, póki nie wróci, więc mogłam spokojnie siedzieć u mojej przyjaciółki i nie martwić się o to, czy matka nie będzie zła. U Harriet odrobiłyśmy lekcje i poszłyśmy oglądać telwizję. Śmiałyśmy się z głupich programów telewizyjnych, aż coś stało się z prądem. Usiadłyśmy więc w kuchni i rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym. Chciałyśmy zaparzyć herbatę, ale uświadomiłyśmy sobie, jak dużo tracimy przez brak prądu. Postanowiłyśmy pójść do mnie, żeby zobaczyć, czy tylko u Harriet zabrakło prądu. Niestety, w  moim domu także nie było energii, więc zmuszone byłyśmy zadowolić się zimnym sokiem. Zrobiłyśmy sałatkę owocową (żeby owoce z lodówki nie zepsuły się, oczywiście) i prawie całą ją zjadłyśmy. Moja mama wróciła wcześniej i zaczęła nam się skarżyć, że przez awarię elektrowni nic nie mogła zrobić w pracy i jutro będzie musiała nadrabiać. Nie powiedziała nic na temat obecności Harriet, spróbowała tylko sałatki i pochwaliła naszą pracę. Znudzone postanowiłyśmy odwiedzić Jill, która bardzo optymistycznie nas powitała. U niej w domu był tylko Philip, który miał nas gdzieś. Na podwórku były huśtawki, więc siedziałyśmy tam, póki nie zrobiło się ciemno.. Mniej więcej o 20 wrócił prąd, więc rozeszłyśmy się do swoich domów.
Następnego dnia dowiedziałam się strasznej rzeczy. Z kostnicy zniknęły ciała trzech osób. Jedną z nich był pan Fogg.