1 Ślepi.
Minął już chyba miesiąc od rozpoczęcia dziwnej choroby. Mnóstwo osób umarło, nie wiem dokładnie, na czym polega choroba, znam tylko objawy, żebym wiedziała, kiedy złościć się do prowizorycznego ambulatorium utworzonego w naszej stołówce szkolnej. Kiedy zacznę gorzej widzieć, albo ciężko będzie mi się skupić, będę czuć się słabo, wtedy muszę zameldować to dzieciakom z naszej szkoły, którzy jako tako orientują się na pierwszej pomocy. Nauczyciele, którzy nie zostali jeszcze powaleni przez chorobę, organizowali miejsca do spania. Wszystko zaczęło się tego dnia...
Stałam przy tablicy, zastanawiając się nad skomplikowanym równaniem. Drżała mi ręka, kiedy podnosiłam ją, by w końcu coś napisać. Nagle, do klasy wbiegła Dakota Gray, przedstawicielka klasy 2 B.
- Pan Fogg zaczął dziwnie się zachowywać, bełkocze, że nic nie widzi. Mówił coś o pająkach, że go przejmują, potem zaczął potwornie kaszleć i zemdlał. Nie wiemy co robić, cały się trzęsie i gada bez ładu i składu - Dakota zrobiła małą przerwę, by opanować drżący głos - mógłby nam ktoś pomóc? Połowa klasy rozbiegła się po szkole, parę dzieciaków w ogóle uciekła.
Pani Grabs, nauczycielka matematyki nakazała nam zostać w klasie i ruszyła z Dakotą. Oczywiście nikt nie posłuchał rozkazu i większość pobiegła do klasy, gdzie lekcje miała 2 B. Ja zostałam z Harriet, która zaczęła płakać. Nie mogłam zostawić mojej najlepszej przyjaciółki samej, więc starałam się podtrzymać ją na duchu i jakoś pocieszyć. W klasie zostało parę dziewczyn i Dennis, który postanowił skończyć równanie. Potem spokojnie spakował się, zasunął za sobą krzesło i po rzuceniu obojętnego ‘trzymajcie się’ spacerkiem wyszedł z klasy. Oprócz mnie i Harriet w klasie były teraz jeszcze Danielle Fogg, bratanica wychowawcy 2 B i trzesła się, ale nie płakała. Obok niej stała Taylor May, jej przyjaciółka i Evy Hicks, dziewczyna, której nikt tak naprawdę nie znał.
Trzymałam dłoń na ramieniu Harriet i czekałam, aż przestanie płakać. Wzięłam ją pod rękę i postanowiłam z nią iść do klasy 2 B. Wiedziałam, że to nie będzie dla niej dobre, ale już lepiej, kiedy pójdzie ze mną, niż zostanie sama. Zastał nas ogromny tłum, ale i tak można było dostrzec nieruchomego nauczyciela leżącego na podłodze z szeroko otwartymi oczami. Panowała straszna cisza, nikt nic nie mówił, wszyscy wpatrywali się w ciało nauczyciela historii. Ręce miał brudne od kredy, czarne włosy rozczochrane i ołówek za uchem. Był lekko nadgryziony na końcu. Pani Grabs wzięła w ręce dłoń martwego historyka, by sprawdzić puls. Wstała i powiedziała cicho:
- Stała się tragedia, dlatego proszę was, byście wyszli teraz z tej klasy i najlepiej poszli w ciszy do szatni. Nie idźcie do domu, póki wam nie pozwolimy. Rozumiecie?
Cała zbieranina kiwnęła głową jak w transie i wyszła z klasy. Harriet stała nieruchomo, patrząc na historyka. Jej ręka bardzo silnie drżała w mojej dłoni.
- Ra... Rachel... - głos mojej przyjaciółki drżał i był bardzo cichy.
- Hm? Coś się stało?
- Ja.. wszystko... wszystko mi się rozmazuje przed oczami. Pomóż mi, Rachel.
- Harriet, chodź do szatni...
- Rachel...
- Dziewczynki idźcie już, proszę was - pani Grabs bliska była płaczu.
- Proszę pani, Harriet mówi, że słabo widzi...
- Pewnie zrobiło jej się słabo, wyjdźcie stąd, niech pooddycha świeżym powietrzem. No, idźcie już!
Posłusznie wyszłam, ciągnąc przyjaciółkę za rękę. Stanęłyśmy przy otwartym oknie.
- Jak się czujesz? - zapytałam, patrząc na Harriet
- Trochę lepiej.
Harriet miała policzki mokre od łez. Oparła się o parapet i wychyliła przez okno. Przez chwilę głęboko oddychała, obserwując, co dzieje się za oknem, a potem odwróciła się do mnie.
- Chyba możemy iść do szatni.
Razem zeszłyśmy po schodach do piwnicy szkoły, gdzie była szatnia i stołówka. W boksach było pełno uczniów, wszyscy głośno rozmawiali. Znalazłam wolne miejsce na ławce i usiadłyśmy razem z Harriet. Dosiadła się do nas Jill Rob, ucznennica 2 B, wysoka szatynka o piwnych oczach i oliwkowej skórze..
- Jak to dokładnie było? - zapytałam jej, bo nie wytrzymywałam z ciekawości.
- Z panem Foggiem? - krótko skinęłam głową - Prowadził normalnie lekcję, spacerując po sali, a potem szybko wrócił do swojego biurka i stamtąd dyktował nam notatkę. Otworzył okno, po jakimś czasie wstał i dalej kazał nam notować, co mówił, aż w końcu zachwiał się. Przytrzymywał się jedną ręką biurka, a drugą tarł oczy. Powiedział coś w stylu ‘nic nie widzę’ wszyscy zaczęli pytać, co się dzieje, Fogg zaczął gadać coś o pająkach, że nie chce, żeby go obłaziły. Wszyscy wiedzą, że on nie lubi pająków, ale nic na niego nie wchodziło. Zaczął otrząsywać się z niewidzialnych pająków, wrzeszczał ze strachu, aż padł na podłogę i strasznie się trząsł. Cała klasa była w szoku, Dakota poleciała do najbliższej klasy, dużo osób rozbiegło się po szkole, ale już chyba wszyscy jesteśmy w szatni, tak mi się wydaje.
Kiwnęłam głową. Jill mówiła bardzo szybko, ale dałam radę ją zrozumieć. To dziwne, że nauczyciel, który zachowuje się normalnie, nagle dostaje omamów i umiera. Na dodatek traci wzrok. To wyglądało na dziwną chorobę, najwyraźniej atakującą mózg.
Po jakimś czasie nauczyciele pozwolili nam iść do domów, przypominając, że jutro też musimy przyjść. Odprowadziłam Harriet do domu, a potem poszłam do swojego. Zjadłam kolację i opowiedziałam mamie, co się dzisiaj stało. Matka miała wątpliwości, czy pozwolić mi iść do szkoły. Uznała, że to nauczyciel był jakiś dziwny, ale i tak przez cały wieczór przypatrywała mi się, czy przypadkiem dzisiejsze wydarzenia nie doprowadziły mnie do depresji. Później powiedziałam dobranoc mamie i kotu, a potem poszłam spać.
Następnego dnia w szkole okazało się, że połowa uczniów nie przyszła. Nie dziwiłam im się, w końcu nie wszyscy są tak podle nieczuli jak ja. Jedyna rzecz, jaka była dziwna to to, że Harriet przyszła. Nie przeszkadzało mi to, wręcz przeciwnie, strasznie się cieszyłam, ale wczorajsze wydarzenia powinny wywrzeć na niej presję, przecież zawsze była taka wrażliwa. No i wczoraj przecież nie za dobrze się czuła. Dzisiaj wyglądała na niewyspaną, ale uśmiechała się, to znaczy, że było dobrze. Harriet nigdy nie potrafiła udawać. Nie umiała kłamać, była bardzo wrażliwa. Kompletne przeciwieństwo mnie, niezbyt czułej, silnej i sztywnej dziewczyny. Chyba dlatego byłyśmy przyjaciółkami, bo razem się dopełniałyśmy.
Po trzeciej lekcji, na długiej przerwie, Harriet poprosiła, bym poszła z nią do pielęgniarki. Zdziwiłam się, bo nie wyglądała źle, ale zgodziłam się. Moja przyjaciółka skarżyła się na to, że jest jej słabo i ciężko jej się skupić na lekcji, i że boli ją głowa. Dostała tabletkę przeciwbólową i miała się zgłosić do pielęgniarki po następnej lekcji. Zmierzyła jej też ciśnienie, ale wszystko było w porządku. Potem poszłyśmy do stołówki, by zjeść obiad. Na szczęście, dziś serwowano hamburgery, czyli jedyne danie, które wyglądem nie przyprawiało o wymioty. Podczas jedzenia dosiadły się do nas Dakota i Jill. Co dziwne, nie mówiły o Foggu, jakby nic się wczoraj nie wydarzyło, tylko zaczęły paplać o nowych telefonach. Ja z Harriet przysłuchiwałyśmy się ich wesołej rozmowie, odpowiadając tylko na pytania. Poczułam się jak w podstawówce, kiedy ja, Dakota i Jill byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami. Teraz dołączyła sie tylko Harriet, która w tym roku przeprowadziła się z innego miasta.
Po lekcji poszłam z Harriet do pielęgniarki. Mojej przyjaciółce spadło ciśnienie, ale dziewczyna twierdziła, że czuje się lepiej. Dowiedziałyśmy się, że dwie ostatnie lekcje, czyli w-f i historia zostały odwołane i mogłyśmy iść do domu. Harriet zaproponowała mi, żebym poszła do niej do domu, na co chętnie się zgodziłam, bo mama pracowała do 18 i nigdy nie obchodziło jej, co robię po szkole, póki nie wróci, więc mogłam spokojnie siedzieć u mojej przyjaciółki i nie martwić się o to, czy matka nie będzie zła. U Harriet odrobiłyśmy lekcje i poszłyśmy oglądać telwizję. Śmiałyśmy się z głupich programów telewizyjnych, aż coś stało się z prądem. Usiadłyśmy więc w kuchni i rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym. Chciałyśmy zaparzyć herbatę, ale uświadomiłyśmy sobie, jak dużo tracimy przez brak prądu. Postanowiłyśmy pójść do mnie, żeby zobaczyć, czy tylko u Harriet zabrakło prądu. Niestety, w moim domu także nie było energii, więc zmuszone byłyśmy zadowolić się zimnym sokiem. Zrobiłyśmy sałatkę owocową (żeby owoce z lodówki nie zepsuły się, oczywiście) i prawie całą ją zjadłyśmy. Moja mama wróciła wcześniej i zaczęła nam się skarżyć, że przez awarię elektrowni nic nie mogła zrobić w pracy i jutro będzie musiała nadrabiać. Nie powiedziała nic na temat obecności Harriet, spróbowała tylko sałatki i pochwaliła naszą pracę. Znudzone postanowiłyśmy odwiedzić Jill, która bardzo optymistycznie nas powitała. U niej w domu był tylko Philip, który miał nas gdzieś. Na podwórku były huśtawki, więc siedziałyśmy tam, póki nie zrobiło się ciemno.. Mniej więcej o 20 wrócił prąd, więc rozeszłyśmy się do swoich domów.
Następnego dnia dowiedziałam się strasznej rzeczy. Z kostnicy zniknęły ciała trzech osób. Jedną z nich był pan Fogg.